Służebność przesyłu

Mój subiektywny blog o problemach właściciela działki ze słupem.

o prawnikach, sędziach i biegłych sądowych, odszkodowanie za słup na działce

O prawnikach, którzy widzą drzewa, ale nie dostrzegają lasu.

O-prawnikach

Kadr z serialu "Prawo Agaty"

Znajomy prawnik zapytał mnie niedawno z wyrzutem, dlaczego tak źle myślę o prawnikach. Zdumiałam się i zaczęłam zastanawiać, czy faktycznie tak jest? Zawsze interesowała mnie tematyka prawnicza, wielu prawników znam, cenię i lubię – także za ich inteligencję i specyficzne poczucie humoru. No i jak tu można nie lubić takiego prawnika jak mec. Agata Przybysz (w tej roli Agnieszka Dygant – na zdjęciu powyżej) Gdyby jednak sięgnąć głębiej, to jest coś na rzeczy.

Każdy prawnik, z którym rozmawiam o kwestiach przesyłowych w zdecydowany sposób oponuje za każdym razem, gdy mówię, że w sprawach o ustanowienie służebności przesyłu to ja jestem stroną pokrzywdzoną a więc niejako co do zasady racja jest po mojej stronie. Oczywiście, moja ocena stopnia tej krzywdy może być przesadzona. Mogę mylnie oceniać utratę wartości mojej nieruchomości a tym samym mieć nierealistyczne oczekiwania względem wynagrodzenia. Prawnicy zdają się jednak uważać, że racje stron tego sporu są równoważne!! W ich ocenie nie jest to więc sytuacja typu winny vs skrzywdzony.

Nie myślę źle o prawnikach, ale nie zgadzam się z takim podejściem!!

Wszelkie spory przesyłowe, niezależnie czy jest to postępowanie procesowe o usunięcie urządzeń (art. 222 kc), o zapłatę za bezumowne korzystanie (224 i 225 kc), czy nieprocesowe o ustanowienie służebności (art. 305 kc) mają jedną wspólną cechę:

Z jednej strony jest przedsiębiorca który za nic mając prawo korzysta z cudzej nieruchomości bez tytułu prawnego, nie płaci za to korzystanie i nie czyni nic by zacząć płacić (woli czekać aż upłynie 30 lat i spokojnie sobie służebność zasiedzi). Z tego bezprawnego korzystania czerpie niemałe profity, bo jak wszyscy wiemy nikt nam za darmo prądu, gazu czy wody nie dostarcza a opłaty przesyłowe trafiają do kieszeni przedsiębiorcy, nie właściciela gruntu przez który nośnik energii jest przesyłany.

Z drugiej strony sporu mamy właściciela gruntu, który pewno też chciałby zarobić, choćby sprzedając swoją ziemię na działki budowlane albo wykonując działalność gospodarczą. To przecież jego ziemia, dlaczego przedsiębiorca przesyłowy może się na niej bogacić a właściciel nie…?

Nie myślę źle o prawnikach… Nie rozumiem tylko dlaczego każą mi wierzyć, że w tym układzie nie ma tego który krzywdzi i tego który jest pokrzywdzony, winnego i niewinnego, poszkodowanego i czerpiącego profity z cudzej krzywdy…?

Rozumiem, że prawnik nie może kierować się emocjami a niektóre terminy stosowane potocznie (winny-niewinny) w prawie znaczą co innego. Jednak nad zasadą ścisłego prawa dominować powinna inna zasada: słuszności i sprawiedliwości.

Nie myślę źle o prawnikach… Wolałabym jednak by sędziowie rozumieli kto tu jest pokrzywdzonym a kto tym, który krzywdzi i czerpie z cudzej krzywdy korzyści. Zamiast tego sędziowie w nieskończoność rozważają zawiłe kwestie sprytnie im podrzucane przez prawników przedsiębiorców przesyłowych. Rozważają je tak długo i tak szczegółowo, że na koniec przestają rozumieć o co w ogóle w sprawie chodzi i po co ten irytujący człowiek siedzący naprzeciwko sympatycznego kolegi-prawnika z firmy przesyłowej w ogóle im zawraca głowę. Zaczyna im się wydawać, że w sprawie chodzi tylko o to, żeby przedsiębiorca miał tytuł prawny i wreszcie mógł swobodnie wchodzić na cudzą nieruchomość. Wyliczanie wynagrodzenia należnego właścicielowi to tylko taki mało istotny, nużący szczegół. Coś Ci, właścicielu obciążanej działki, trzeba dać żebyś się wreszcie odczepił… Niech więc biegły to wyliczy, byle nie wyliczył za dużo, nie możemy przecież pozwolić, żebyś się nadmiernie wzbogacił.

Nie myślę źle o prawnikach… Tylko dlaczego czasami są jak człowiek który widzi pojedyncze drzewa, ale nie dostrzega lasu? Analizują, rozbierają na czynniki pierwsze, skupiają się na często mało istotnych szczegółach. W końcu zapominają o tym co powinno być dla nich najważniejsze. A najważniejsze są zasady.

Fundamentalne zasady prawa któremu służą prawnicy, w przynajmniej któremu służyć powinni…

Prawo jest umiejętnością stosowania tego, co dobre i słuszne

Słuszne jest, aby nikt nie wzbogacał się z cudzej straty

Nauka prawa jest znajomością spraw boskich i ludzkich oraz wiedzą o tym co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe.

We wszystkich sprawach powinna mieć pierwszeństwo zasada sprawiedliwości i słuszności nad zasadą ścisłego prawa.

Wszelkie prawo winno być stanowione ze względu na człowieka

Powyższe cytaty to paremie prawnicze umieszczone na Sądu Najwyższego w Warszawie, paremie czyli krótkie sentencje wyrażające fundamentalne zasady prawa.

W kolejnych wpisach opowiem Ci jak wyglądają postępowania o ustanowienie służebności przesyłu widziane oczami właściciela gruntu obciążonego a jak mogłyby wyglądać gdyby prawnicy nie traktowali paremii z gmachu Sądu Najwyższego wyłącznie jako zgrabnych cytatów, świetnie prezentujących się na ścianie kancelarii czy jej stronie internetowej.

Jak oceniasz ten tekst?

Aby ocenić wybierz ilość gwiazdek!

2 Comments

  1. Kamil

    Ja bym raczej się skłaniał się do tego, że „najgorsi” są prawnicy w SN-ie właśnie. To oni stosują nieznaną polskiemu prawu instytucję zasiedzenia z mocą wsteczną opartą o uchwałę III CZP 79/02. W istocie zatem przez zasiedzenie nabywa się prawo rzeczowe nieistniejące do 3 sierpnia 2008 roku określane sprytnie „slużebnością odpowiadającą” tj. slużebność gruntowa odpowiadająca słuzebności przesyłu. De facto zatem obecnie w polskim systemie prawnym istnieją określone kodeksem cywilnym – slużebność gruntowa, osobista i przesyłu oraz – znajdująca swoje uzasadnienie w wykładni SN-u slużebność odpowiadająca.

    Do tego ciekawa jest ewolucja stanowiska SN-u w zakresie urządzeń przesyłowych – najpierw istniały orzeczenia, z ktorych wynikało że nie można zasiedzieć takiej słuzebności, potem – jak wiadomo.

    Następna kwestia – moment, od którego liczy się termin zasiedzenia – początkowo posadowienie urządzeń i ich protokolarny odbiór – obecnie od momentu wejścia.

    Takich niuansów można znaleźć oczywiście więcej

    • Jeśli mowa o orzecznictwie SN dotyczącym zasiedzenia służebności przesyłu – to pełna zgoda. Koncepcja zasiedzenia służebności „o treści odpowiadającej służebności przesyłu” bulwersuje chyba każdego, kto się z nią zetknie, prawnik czy nie-prawnik. Ewolucja daty, od której liczone jest zasiedzenie to też ciekawostka… Najwyraźniej, zdaniem SN, służebność przesyłu można zasiedzieć także i w okresie, w którym żadnego przesyłu nie ma, bo urządzenia dopiero są budowane. Czyli do zasiedzenia służebności przesyłu przesył właściwie nie jest potrzebny… Powiedziałabym, że to śmieszne gdybym nie wiedziała, jak wielu ludzi jest poszkodowanych w wyniku takiej interpretacji prawa.
      No i mamy jeszcze kwestię widoczności urządzeń… Niby jest tak, że zasiedzieć można tylko służebność urządzenie, które jest widoczne. A co jeśli nie jest widoczne, bo to np. rura wkopana w ziemię…? SN znalazł proste rozwiązanie uznając, że niewidoczna rura też jest urządzeniem widocznym (właściciel zapewne powinien się domyślić, że ona tam jest)
      Natomiast orzecznictwo SN dotyczące kwestii ustalania wynagrodzenia za służebność przesyłu jest, moim zdaniem, całkiem rozsądne, wyważone i sprawiedliwe, (co nie znaczy, że w każdym aspekcie korzystne dla właścicieli gruntów). To za to orzecznictwo SN ma u mnie duży plus. Planuję wpis na ten temat.

Leave a Reply

Theme by Anders Norén